• Strona główna
  • O nas
  • Formacja
  • Sł. B. Ks. R. Spiske
  • Aktualności
  • Galeria
  • Kontakt
  • Linki
  • Świadectwa

    Świadectwo Siostry

    Modliłam się o dobrego męża. Prosiłam również o właściwe rozeznanie mojego powołania zgodnie z tym, co Bóg dla mnie zaplanował. Miałam nadzieję, że założę rodzinę i będę miała dużo dzieci. Jednak moje serce było bardzo niespokojne, gdyż czułam, że Jezus zaprasza mnie do zostawienia wszystkiego i pójścia za Nim, a jednocześnie nie wierzyłam, że Pan mógłby spojrzeć właśnie na mnie… Moje wątpliwości zostały rozwiane na Seminarium Odnowy Wiary w Duchu Świętym, kiedy na modlitwie otrzymałam słowa: „Błogosławieni, którzy słyszą mój głos i idą za nim”.

    Opatrzność Boża sprawiła, że zapukałam do furty jadwiżańskiej, ponieważ św. Jadwiga Śląska, której imię od chrztu świętego również noszę, jest mi szczególnie bliska. Kiedy dowiedziałam się, że charyzmatem Zgromadzenia jest m.in. wychowanie i nauczanie dzieci, nie miałam wątpliwości, że jeśli Bóg wybrał mnie do tej szczególnej służby Kościołowi Świętemu, to w Zgromadzeniu Sióstr Jadwiżanek.

    Czuję się wyróżniona, bo mam najlepszego męża na świecie i wiem, że On mnie nigdy nie zdradzi, a ponadto robię to, o czym zawsze marzyłam – pracuję z dziećmi.

     

    Siostra

     

    Świadectwo Postulantki

    Powołanie… moja osobista odpowiedź na Jego wołanie, na Jego głos… Początkowo trudno mi było uwierzyć, że wybiera mnie… Dlaczego…? Na pewno jest to tylko chwilowy zachwyt po nawróceniu – przecież pochodzę z rodziny, w której „nie praktykuje się”, a święta to zwyczaj dwa razy w roku i oznaczają tylko spotkanie z rodziną, ponarzekanie, jedzenie, a potem narzekanie na tych, z którymi się narzekało. Jedyny przekaz religijny i świadectwo, jakie dostałam w dzieciństwie, to „Zdrowaś Maryjo” mojej Ś.P. Mamy podczas lepienia pierogów oraz „Aniele Boży” odmawiane przy łóżku. Potem długo nic… Kościół im dalej, tym lepiej. A za razem coś nie dawało mi spokoju…

    Swoje nawrócenie przeżyłam w wieku 15 lat. Usłyszałam wtedy od ojca „Wybieraj: Bóg albo rodzina”. Wybór był dla mnie oczywisty – tylko wybierając Boga nie zaprzeczałam miłości rodziny. Udało mi się jedynie namówić jeszcze ojca na to, by mój spowiednik przyszedł z nim porozmawiać. Rozmowa skończyła się największym dla mnie świadectwem ze strony ojca – „Ojcze nasz” wypowiadane wtedy przez Niego do dziś jest w mojej pamięci i pomaga w wewnętrznych walkach.          

    Bóg cały czas mnie szukał, a im bardziej ja udowadniałam Mu, że to nie moje powołanie, tym delikatniej, ale i bardziej stanowczo wołał. Ja zamykałam drzwi, a On próbował wejść przez okno – przez moją pasję – pedagogikę. To było jedno z pierwszych powołań, jakie głęboko odczuwałam w sercu.

    Dorastałam wśród dzieci i młodzieży opuszczonej, wśród ludzi moralnie i duchowo osamotnionych, choć mieszkałam przy samym kościele… Wtedy pojawiło się we mnie wielkie pragnienie przygarnięcia ich wszystkich, ale nie do siebie, tylko do Boga. Nie rozumiałam tej myśli, a w domu nie było wsparcia. Mocno wierzyłam jednak, że skoro tak głęboko pragnę, dojdę do celu…

    Szłam. Łatwo nie było. Pracę z dziećmi i młodzieżą zaczęłam nie będąc sama jeszcze pełnoletnia i ukształtowana. Po nawróceniu odnalazłam swoje miejsce w Oratorium Salezjańskim. W tej duchowości dorastałam i stopniowo dojrzewałam. Tam się odnajdywałam najbardziej, przy kościele, z dziećmi…

    Było coraz trudniej, ale szłam tam, gdzie ciągnęło mnie serce. Ukończyłam studia pedagogiczne. Chłonęłam to, co studiowałam. Ale cały czas czegoś mi brakowało. Nie rozumiałam dlaczego. Był też we mnie niesamowity patriotyzm lokalny. Nie wiedziałam czemu. Cały czas zajmowałam się mnóstwem spraw, pokazując Bogu, że powołanie zakonne na pewno nie jest moją drogą…

    Odnajdywałam się w pracy z tymi, z którymi pracować nikt nie chciał. Uwielbiałam moje dzieciaki. W końcu trafiłam do jednej ze szkół, gdzie przed rozmową kwalifikacyjną – nie wiadomo skąd – miałam w sobie przekonanie, że ja nie przychodzę tam tylko do pracy, ale rozpoczynam ostateczną  walkę o moje powołanie. Klasa, jaką objęłam w połowie pierwszego semestru, była katechizowana przez Siostrę Jadwiżankę.

    Pewnego dnia odwiedziłam tę siostrę, gdy była chora. Wtedy byłam znów daleko od Boga, kolejny raz udowadniając Mu, że klasztor NIE jest miejscem dla mnie. Przecież: moi znajomi i nasza spontaniczność, niezależność i te nocne spacery… Dałam się jednak oprowadzić po przedszkolu Sióstr, po swojemu mocno negując to, co widzę i nazywając to bardzo ostrym, oceniającym językiem… Jedyne, co mnie zaskoczyło i sprawiło, że się uśmiechnęłam to obraz, na który zareagowałam: „O! Ksiądz Bosko!”. Ale siostra powiedziała: „Nie, to jest ks. Spiske, nasz Założyciel, chociaż są do siebie podobni. Przyjdzie  jeszcze czas, byś Go poznała”. Nieoczekiwanie to zdanie mocno we mnie zostało i pracowało w moim sercu.            

    Po kilku miesiącach, nagle coś we mnie pękło. Zaczęłam szukać jeszcze bardziej. W końcu odkryłam, że Bóg postawił mi odpowiedź niemalże przed oczyma – pracowałam z Siostrą Jadwiżanką! Przecież te siostry są w mojej okolicy, zajmują się ubogimi i opuszczonymi dziećmi.

    Mój stały spowiednik, kiedy poruszyłam z Nim temat pragnienia wstąpienia do klasztoru, polecił mi się modlić. Gdy po czasie przyszłam powiedzieć Mu, dokąd ciągnie mnie serce, zadał mi tylko jedno pytanie: „Marto, powiedz mi czym te siostry się zajmują?” Odpowiedziałam: „Ubogimi, opuszczonymi dziećmi”. „Dobrze, a więc możesz iść. Idź i pamiętaj – nieważne, co powiedzą inni. Ty idziesz, bo kochasz. Kochasz te dzieci i Pana Boga”.

    Czym jest życie konsekrowane? Trudno mi do końca odpowiedzieć… Życie oddane Bogu i ludziom ze względu na Boga… Od ponad pół roku mieszkam wśród osób konsekrowanych, ucząc się tego nowego życia. I jestem tu szczęśliwa, choć dopiero zaczynam swoją drogę… 

     

    postulantka Marta

    projekt i wykonanie : SerinDesign.pl